niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 2

Kiedy wczesnym rankiem  obudziłam się odczułam rozczarowanie. Zamiast  widzieć zadowolonych rodziców spędzających miło czas , zauważyłam puste mieszkanie.
W pewnej chwili spojrzałam na drzwi od sypialni i odważyłam się wejść.
Pomyśleć ,że od wielu lat nikomu z rodziny prócz mnie nie zdarzało się tak długo spać.
 -Mamo..- Zapytałam z ciekawością.
-Mamo...
-Mamo! - wrzasnęłam
-Matko do jasnej cholery ! 
- Dziecko , nie krzycz tak. - odpowiedziała
- Czy ty widzisz , która jest godzina? W pół do dwunastej - oznajmiłam
- No... - odpowiedziała ziewając i jednocześnie przeciągając się
- A ty dzisiaj do pracy nie idziesz?
- Nie.. wzięłam dziś wolne.
- A tata ?
- Poszedł już - odpowiedziała stanowczo
 Udałam się do pokoju głównego ,  odsunęłam krzesło od stołu i ustawiłam bokiem , aby mieć lepszy widok na okno. W dole stał młyn , a dalej po drugiej stronie rozciągały się pola , co było dziwne w tak dużym mieście. Bezczelnie dwugodzinne wpatrywanie się w okno spowodowało ,że zgłodniałam .
Lodówka była opustoszała , a ja miałam taką ochotę na kanapkę z pasztetem.
Pierwsze co ubrałam płaszcz , rozczesałam włosy i ubrałam kalosze. Co prawda mój ulubiony sklep był na końcu miasta , jednakże zwykła spożywka była dwa kroki od domu.
Oczywiście winda była pełna osób więc postanowiłam zejść po schodach . Przede mną schodził mały chłopczyk. Był niewidomy. Najciekawsze było to ,że był sam. Zupełnie sam.
-Witaj , jak masz na imie?- zapytałam łagodnie
- Kim jesteś? Mamoo!
- Nie obawiaj się , chcę Ci pomóc - oznajmiłam łagodnym głosem
- Jestem Łukasz - powiedział
- A Tobie jak na imie? - dodał po chwili
- Jestem Melly
- Melly ? - zapytał
- Tak Melly , czy to coś dziwnego?
- Nie nie..
- Bo wiesz ..  - dodał
- No słucham ?
- Bo wiesz  , no bo..
- No powiedz , nic się przecież nie stanie - oznajmiłam
- Melly , codziennie w moich snach budzę się , gdy słyszę to imie.
 Milczałam jakieś dwie minuty i postanowiłam go spytać.
- A co dzieje się w tym śnie?
- Liczę.
- A co takiego ? - zapytałam
- Liczę schody - odpowiedział
- Jakie schody?
-  Schody do nieba
-  Nie wiem. 
- A dokąd się teraz wybierałeś?- zmieniając temat
 - Do  sklepu - odpowiedział
- To pójdę  z Tobą i tak tam się wybierałam -
 W drodze  rozmyślałam o kilku rzeczach . Chłopiec był ubrany elegancko. Włosy miał kręcone do ramion. Na dodatek ten śliczny uśmiech i piękne oczy.
- Chłopcze.
- Tak,  Melly ?
- Kto Cię tak wystroił?
- Amanda- odpowiedział srogo
-Kto to taki? - spytałam
- Macocha
- Rozumiem..
- Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie.
- Proszę ? - powiedział
- Wspominałeś ,że liczysz schody do nieba , a potem moje imię ''Melly''
- No właśnie , ale co moje imię?
- Pewna postać wypowiada je  i tracę kontrolę.Za dużo do gadania
- Rozumiem , powiesz mi kiedy indziej i na spokojnie.
Sklep , do którego właśnie wchodziliśmy był dość smętny.
- Poproszę pasztet i dwie bułki - rzekłam do sprzedawczyni
- Będzie to pięć pięćdziesiąt - oznajmiła
- Paragon?
- Nie trzeba.
Wróciwszy do budynku odprowadziłam chłopca i wręczyłam mu jedną bułkę.
- Dziękuję - rzekł
-Smacznego
- Może wejdziesz do środka?- spytał
- Jutro.. - rzekłam
- Dobrze , będę czekał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz